Technologia już stała się naszą prawą ręką. Według raportu Muck Rack („How PR pros use AI in 2025”) specjaliści PR najczęściej używają sztucznej inteligencji do burzy mózgów (82%), tworzenia pierwszych wersji treści (72%), redagowania (70%) oraz prowadzenia badań (59%). Jednak, czy AI może nas wyręczyć we wszystkim?
Na reputację trzeba sobie zapracować. Nie jest to coś, co jest nam dane raz na zawsze — za pozytywnym wizerunkiem stoi ciężka praca.
Szansa czy zagrożenie?
Wydaje się, że automatyzacja jakichkolwiek działań związanych z Public Relations nie jest dobrym rozwiązaniem. Przecież im więcej kontroli, tym lepiej! To tylko pozory. Są obszary, które świetnie nadają się do zautomatyzowania przy pomocy AI. Warto z tej możliwości skorzystać, zachowując rozsądek i krytyczne myślenie.
Dlaczego to podkreślam? Bo z automatyzacją wiąże się zmniejszona uważność i spostrzegawczość. Nieświadomie robimy się wygodni, a przez to, mniej czujni. Pokładamy nadzieję, że coś zostanie zrobione za nas i nie kontrolujemy jakości. „Bo działa”.
I nagle, zupełnym przypadkiem, nasze maile wysyłane są z nieprawidłową datą lub niewłaściwym linkiem. A my, nie trzymając pieczy nad naszymi procesami i narzędziami, nawet tego nie zauważamy.
Automatyzacja nie oznacza całkowitej laby. Maszyny też popełniają błędy.
Analiza danych w kilka sekund
Nie mniej, AI jest świetnym rozwiązaniem do wsparcia naszych działań, chociażby zautomatyzowania powtarzalnych czynności. Po co mamy co miesiąc przygotowywać zestawienie opublikowanych treści o naszej marce, czy liczyć ręcznie AVE (ekwiwalent reklamowy)?
Do tego możemy używać narzędzi, wykorzystujących sztuczną inteligencję, takich jak Brand24. Wystarczy kilka kliknięć, aby przygotowanie raportu odbywało się cyklicznie, bez naszego udziału. Wyciąganie wniosków i podejmowanie decyzji nadal jednak pozostaje w naszych rękach.
Ale to jeszcze nie wszystko! W dzisiejszych czasach AI może znacznie więcej. Czasem wystarczy tylko wiedzieć, gdzie szukać (lub wpisać prompta).
W Brand24 można skorzystać z funkcji AI Brand Assistant i polecić, aby przygotował zestawienie najbardziej zasięgowych treści dotyczących naszej marki. Co więcej, może także:
- podzielić wzmianki na własne oraz zewnętrzne,
- wytypować kluczowe tematy w dyskusji,
- na podstawie analizy wyników, zaproponować konkretne działania.
A to tylko przykład jednego z wielu narzędzi dostępnych na rynku.
Tego typu działania oszczędzają nasz czas i zwiększają wydajność operacyjną. Kiedyś przygotowanie takiego zestawienia zajmowało 2-3 godziny, i to tylko wtedy, gdy mieliśmy pełen dostęp do informacji. Teraz zajmuje to minutę, w czasie której możemy zrobić sobie kawkę i patrzeć, jak dane się dla nas same analizują.
Wykrywanie kryzysów zawczasu
Jedną z największych zalet AI jest możliwość analizy gigantycznych zbiorów danych w krótkim czasie. Ma to swoje zastosowanie w branży finansowej, medycznej, ale także w PR. Możliwość monitorowania zachowań użytkowników praktycznie w czasie rzeczywistym (a przede wszystkim analizy sentymentu!) zupełnie odmieniła tę branżę.
Narzędzia do social listeningu, takie jak Brand24 czy Brandwatch, umożliwiają natychmiastowe wykrywanie negatywnych wzmianek, wzmożone zainteresowanie marką, oraz wykrywają nastroje odbiorców.
Jako PR Manager, możesz zatem od razu reagować na negatywne komentarze czy opinie. Integracja tego typu rozwiązań ze Slackiem czy skrzynką mailową całkowicie wyręcza specjalistów z konieczności przeglądania wzmianek w poszukiwaniu ewentualnych kryzysów.
Uprzedzam jednak, że nie ma bezbłędnych narzędzi! Aby w pełni chronić wizerunek marki, warto wyrywkowo przeglądać wzmianki o marce mimo włączonych powiadomień. Po co? Przecież włączenie tempomatu w samochodzie też nie zwalnia nas z obowiązku patrzenia na deskę rozdzielczą, prawda?
Tylko balans nas uratuje
Dlaczego na początku wspomniałem, że nie powinniśmy wszystkiego automatyzować? Dlatego, że często spotykam się z grubą przesadą: pisanie artykułów przez AI (bez żadnej weryfikacji), boty do wrzucania komentarzy pod artykułami, czy próba zastąpienia obsługi klienta automatycznymi odpowiedziami. Odbiorcy to widzą, tracą zaufanie i motywację do interakcji z marką.
Wspierajmy się – nie zastępujmy. Klienci docenią prawdziwą relację z osobą po drugiej stronie odbiornika, nawet jeśli muszą chwilę poczekać na odpowiedź. Automat, szczególnie jeszcze niewystarczająco wytrenowany, nie rozumie problemów klientów. Nie ma do tego wystarczającej ilości danych. Taka interakcja może powodować frustrację i zniechęcenie.
Nadal (i mam nadzieję, że już zawsze) – ten human touch w komunikacji stanowi ogromną wartość i reprezentuje jakość.

O autorze:
Mikołaj Winkiel – Chief Evangelist w Brand24
Marketingowiec/sprzedawca/geek z pasji i wyboru, który od lat łączy świat Internetu, mediów społecznościowych i reklamy. Doświadczenie zdobyte w agencjach marketingowych nauczyło go patrzeć na marketing całościowo, a jako wykładowca akademicki chętnie dzieli się tą wiedzą. Od 2011 roku w Brand24 zajmuje się kluczowymi klientami, marketingiem i „ewangelizacją” branży. Mówi o monitoringu Internetu tak, że nawet algorytmy zaczynają słuchać uważniej.
Przeczytaj również: Poklikasz z botem? Jak zmienia się komunikacja w czasach AI, botów i deep fake.


