Miało być cyfrowe serce regionu, potężne centrum obliczeniowe napędzające rozwój rodzimych startupów i nauki. Polska, w sojuszu z innymi krajami regionu, zgłosiła gotowość do budowy tzw. Gigafabryki AI czyli infrastruktury kluczowej dla treningu zaawansowanych modeli sztucznej inteligencji. Jednak w Brukseli nastąpił niespodziewany zwrot akcji. Komisja Europejska (KE) zmodyfikowała reguły przyznawania funduszy, co stawia polski projekt w trudniejszej pozycji startowej. Czy marzenia o cyfrowej suwerenności musimy odłożyć na półkę?
Zmiana reguł w trakcie gry
Początkowe założenia były jasne: Unia Europejska chce gonić USA i Chiny w wyścigu zbrojeń technologicznych, dlatego ogłoszono plan budowy sieci fabryk sztucznej inteligencji. Miały to być centra superkomputerowe dedykowane trenowaniu modeli AI. Polska, dysponująca już solidnym zapleczem (m.in. superkomputer Helios w Cyfronecie AGH), wyrastała na naturalnego lidera w naszej części Europy. Resort cyfryzacji przygotował plan, zawiązano konsorcjum, a na stole położono konkretne deklaracje finansowe.
Niestety, jak donoszą media, Bruksela zmieniła podejście. Zamiast otwartego konkursu promującego nowe lokalizacje, priorytetem stała się modernizacja istniejących już, największych ośrodków obliczeniowych w Europie (takich jak te we Włoszech czy Finlandii). To przypomina sytuację, w której sędzia zmienia zasady punktacji w połowie meczu, faworyzując drużyny, które już mają puchar w gablocie.
Gigafabryka AI a polskie ambicje
Dlaczego Gigafabryka AI jest tak ważna? To nie tylko kwestia prestiżu, ale przede wszystkim niezależności. Bez własnej infrastruktury obliczeniowej polskie firmy i uczelnie będą skazane na wynajmowanie mocy od zagranicznych gigantów. Oznacza to wypływ kapitału i, co gorsza, danych poza nasze granice. Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski przyznaje, że nowe wytyczne KE są wyzwaniem, ale Polska „nie składa broni”.
Walka toczy się o ogromne pieniądze. Projekt miał być finansowany w modelu 50/50 tzn. połowę dokłada państwo członkowskie, połowę Unia. Jeśli jednak kryteria będą promować wyłącznie rozbudowę istniejących superkomputerów EuroHPC, polski projekt budowy nowej fabryki od podstaw może przepaść w przedbiegach.
Co dalej z inwestycją?
Mimo chłodnego powiewu z Brukseli, gra się nie skończyła. Polska wciąż lobbuje za swoim projektem, wskazując na konieczność zrównoważonego rozwoju cyfrowego całej Wspólnoty, a nie tylko jej zachodniej części. Wycofanie się niektórych partnerów (jak Estonia czy Łotwa) z pierwotnego konsorcjum jest sygnałem ostrzegawczym, ale sojusz z Czechami wciąż daje nadzieję.
Decyzje, które zapadną w najbliższych miesiącach, zdefiniują naszą pozycję na technologicznej mapie świata na lata. Jeśli Gigafabryka AI nie powstanie nad Wisłą, będziemy musieli szukać alternatywnych, prawdopodobnie droższych dróg do budowania kompetencji w obszarze generatywnej sztucznej inteligencji. Warto śledzić aktualności ze świata AI, by być na bieżąco z tym procesem.
„Komisja postanowiła zmienić swoją perspektywę i wycofać się z pierwotnych ustaleń – przekazał wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski”.
Pozostaje pytanie, czy polski rząd znajdzie sposób, by przekonać urzędników KE, że centralizacja mocy obliczeniowych w kilku zachodnich ośrodkach to ślepa uliczka dla rozwoju innowacyjności całej Unii.


