InPost przez lata budował pozycję firmy logistycznej. Paczkomaty, szybkość, wygoda. Wszystko działo się po decyzji zakupowej użytkownika. Teraz ta logika zaczyna się odwracać. Ciekawym elementem tej funkcji jest sposób, w jaki została „opakowana” dla użytkownika. Asystent zakupowy nie występuje jako bezosobowy algorytm, ale jako piesek czyli lekka, przyjazna postać, która prowadzi użytkownika przez proces zakupowy.
Nowa funkcja = nowa strategia Inpost
Nowa funkcja InPostu, promowana jako „zacznij sprzedawać”, to element większej zmiany w aplikacji InPost Mobile, w której pojawia się asystent zakupowy oparty na sztucznej inteligencji. W praktyce oznacza to, że użytkownik nie musi już sam przeszukiwać sklepów internetowych. Wystarczy bowiem, że opisze swoją potrzebę, a system wyszuka produkty, porówna oferty i zaproponuje najlepsze opcje, prowadząc go aż do finalizacji zakupu w jednej aplikacji.
Nowy asystent zakupowy AI nie ma być dodatkiem, a próbą wejścia w zupełnie inny etap procesu. Mianowicie w moment, w którym klient jeszcze nie wie, co kupić. Według zapowiedzi system ma analizować preferencje użytkownika, historię zakupów i kontekst, a następnie proponować konkretne produkty oraz sklepy. To oznacza jedno: InPost nie chce już tylko dostarczać paczek. Chce decydować, co znajdzie się w środku.
Od „kliknij i kup” do „powiedz, czego potrzebujesz”
To, co robi InPost, wpisuje się w szerszy trend. Interfejs zakupowy zmienia się z katalogu w rozmowę i zamiast filtrowania, porównywania oraz przeglądania setek ofert oferuje nam nowy (nomen omen) model – wpisujesz potrzebę, a AI buduje gotowy koszyk.
Ten mechanizm już istnieje w uproszczonej formie. W rozwiązaniach typu InPost Fresh użytkownik może „napisać, czego potrzebuje, a bot generuje koszyk”. Nowa wersja idzie krok dalej. Nie tylko ułatwia zakupy lecz zastępuje proces wyboru.
Czy to dobry ruch biznesowy?
Z perspektywy strategii trudno o bardziej logiczny krok. InPost ma trzy przewagi na rynku. Po pierwsze, dostęp do użytkownika. Aplikacja InPost Mobile ma miliony użytkowników miesięcznie. To gotowy kanał dystrybucji dla nowej usługi. Po drugie, kontrolę nad logistyką. Każda rekomendacja może być bowiem zoptymalizowana pod dostawę do Paczkomatu. To coś, czego nie mają klasyczne marketplace’y. Po trzecie, dane. Historia przesyłek, częstotliwość zakupów, lokalizacja czyli wszystko buduje profil zakupowy użytkownika.
W efekcie InPost może stworzyć coś, co nie jest marketplace’em, lecz bardziej przypomina warstwę decyzyjną nad całym e-commerce.
Ale tu zaczyna się problem
Bo jeśli AI wybiera za użytkownika, to pojawia się pytanie: czy wybiera najlepiej – czy najbardziej opłacalnie dla InPostu? Algorytm nie jest przecież neutralny. Uwzględnia chociażby: marże partnerów, warunki logistyczne, integracje biznesowe. To z kolei oznacza, że rekomendacja może być bardziej „optymalna systemowo” niż „najlepsza dla klienta”.
Cicha wojna Inpost z Allegro i Amazon
Najciekawsze w tym ruchu jest to, z kim InPost naprawdę konkuruje. Nie z kurierami tylko z platformami, które dziś kontrolują punkt startowy zakupów. Bo jeśli użytkownik zaczyna proces od asystenta AI, to: nie wchodzi na Allegro, nie przeszukuje Amazona, nie porównuje ofert
System może kierować użytkownika od razu do „sklepu najlepiej dopasowanego do jego potrzeb”.To de facto próba przejęcia roli wyszukiwarki produktów.
Czy użytkownik na tym zyska?
Krótko: tak – ale tylko na początku. Zyskuje na pewno szybkość, wygodę i brak konieczności porównywania. Każdy medal ma jednak dwie strony i choć zapewne wielu kupujących o tym nie pomyśli, to oddając proces w ręce asystenta AI kupujący użytkownik traci: kontrolę nad wyborem, transparentność procesu, świadomość alternatyw.
Transakcja zazwyczaj jest wymienna. Pieniądze za towar. Komfort za autonomię.






