Agata Zaremba to obserwatorka cyfrowej rzeczywistości, edukatorka i autorka eseju pod tytułem „When AI Becomes Part of Childhood” na kanale „Minds Information” na platformie Substack. W swoim tekście analizuje styk nowych technologii z ludzką psychologią, skupiając się na tym, jak algorytmy po cichu przebudowują nasze codzienne życie, relacje i procesy poznawcze. Warto zaznaczyć, że jej perspektywa jest podwójnie wyjątkowa. Jejgłos w dyskusji o technologii wyróżnia się unikalnym połączeniem praktyki inżynierskiej i wiedzy o ludzkim umyśle. Przez piętnaście lat pracowała w Dolinie Krzemowej, budując technologie docierające do setek milionów użytkowników. Zakładam, że macierzyństwo skłoniło ją do porzucenia roli inżynierskiej i reorientacji zawodowej – skupiła się na głębokim studiowaniu neuronauki, psychologii oraz uważności (mindfulness). Prywatnie jest żoną Wojciecha Zaremby, współzałożyciela OpenAI, co daje jej unikalny wgląd w sam środek technologicznej transformacji. Dziś Agata Zaremba łączy te perspektywy, analizując wpływ AI na dobrostan człowieka, a szczególnie na rozwój najmłodszych. W swoim eseju, Zaremba stawia proste, ale niepokojące pytanie: co się dzieje, gdy sztuczna inteligencja staje się stałym towarzyszem dziecięcych lat? Chodzi o chłodne spojrzenie na teraźniejszość – o dzieci, które rozmawiają z chatbotami, rysują z pomocą generatorów obrazów i uczą się czytać przy wsparciu algorytmów. AI zmienia dzieciństwo szybciej, niż dorośli zdążyli to w ogóle przemyśleć.
O czym pisze Agata Zaremba
Esej „When AI Becomes Part of Childhood” nie jest manifestem technologicznym ani panikarskim ostrzeżeniem. To raczej próba zatrzymania się i uważnego przyjrzenia obecnej sytuacji. Zaremba opisuje rzeczywistość, w której narzędzia oparte na dużych modelach językowych przenikają do codziennego życia rodzin, czasem świadomie wprowadzane przez rodziców, a czasem odkrywane samodzielnie przez kilkulatki.
Autorka zwraca uwagę na coś, co łatwo przeoczyć. Dorośli debatują o regulacjach, etyce i rynku pracy. Tymczasem dzieci po prostu używają AI. Dla nich to naturalne, wygodne narzędzie do odrabiania lekcji, kompan do wymyślania historii, czy cierpliwy głos, który odpowiada na pytania na temat dinozaurów na dobranoc. Zaremba nie ocenia tego zjawiska jednoznacznie. Raczej skłania do refleksji: czy na pewno rozumiemy, jak to zjawisko kształtuje umysły, które dopiero się formują?
Zabawa, nauka i rozmowa. Trzy obszary przemiany
Spróbujmy rozłożyć ten proces na części. Pierwszy obszar to zabawa. Dzieci od zawsze bawiły się tym, co miały pod ręką: kijem, lalką albo rozmawiały wyimaginowanym przyjacielem. Teraz wyimaginowany przyjaciel potrafi aktywnie odpowiadać. Chatboty konwersacyjne, oparte na architekturze GPT, potrafią prowadzić wielogodzinne dialogi, idealnie dostosowując ton do młodego rozmówcy. Dla dziecka to fascynujące. Ale czy rozmowa z maszyną, która zawsze jest cierpliwa, stale dostępna i nigdy się nie obraża, uczy czegokolwiek o prawdziwych relacjach?
Autorka zauważa, że zastępujemy milczenie, konflikty i niedoskonałość drugiego człowieka maszyną, która zawsze nam przytakuje. Musimy jednak pamiętać, że to właśnie w owych ludzkich, niezgrabnych interakcjach dziecko uczy się prawdziwej empatii.
Drugi obszar to nauka. Tu sprawa jest znacznie bardziej dwuznaczna. Narzędzia AI potrafią tłumaczyć trudne pojęcia niezwykle prostym językiem, generować ćwiczenia dopasowane do poziomu ucznia i bez grama irytacji powtarzać wyjaśnienia. Dla dzieci z trudnościami w nauce może to być realnym, ogromnym wsparciem. Jest jednak i druga strona medalu: jeśli sześciolatek przyzwyczai się, że odpowiedź na absolutnie każde pytanie przychodzi natychmiast, co stanie się z jego zdolnością do dłuższego wysiłku poznawczego?
Psycholog rozwojowy Lew Wygotski pisał o „strefie najbliższego rozwoju” – przestrzeni między tym, co dziecko umie zrobić samo, a tym, co może osiągnąć z pomocą kogoś bardziej doświadczonego. AI może tę strefę wspaniale poszerzać, ale niesie też ryzyko jej całkowitego omijania, podając gotowe rozwiązania zamiast budować rusztowanie dla samodzielnego myślenia.
Trzeci obszar to rozmowa rozumiana w najszerszym sensie. Dzieci uczą się języka, empatii i myślenia krytycznego przez interakcje z żywymi ludźmi. Zaremba sygnalizuje, że zastąpienie części tych interakcji kontaktem ze sztuczną inteligencją może mieć konsekwencje, których dziś jeszcze nie potrafimy zmierzyć. Nie dlatego, że AI jest z gruntu „złe”. Dlatego, że jest radykalnie inne – całkowicie pozbawione ciała, prawdziwych emocji i ludzkich intencji.
Co mówią badacze o dzieciach i technologii
Dyskusja o wpływie technologii na rozwój dzieci nie jest niczym nowym. Przez dekady dominowały spory o czas ekranowy: ile godzin dziennie najpierw przed telewizorem, później przed komputerem, później przed telefonem, jaki typ treści, od jakiego wieku. Amerykańska Akademia Pediatrii wielokrotnie aktualizowała swoje wytyczne, ostatecznie przyznając, że nie da się podać jednej, uniwersalnej liczby, bo kluczowy jest kontekst. Trzeba jednak głośno powiedzieć: AI to nie jest po prostu kolejny ekran. To ekran, który odpowiada!
Badacze z MIT Media Lab od lat przyglądają się interakcjom dzieci z robotami społecznymi i agentami konwersacyjnymi. Ich prace dowodzą, że dzieci – szczególnie te młodsze – mają silną tendencję do przypisywania maszynie cech ludzkich: intencji, uczuć czy wiarygodności. Pięciolatek, który usłyszy od chatbota błędną informację, przyjmie ją z dokładnie takim samym zaufaniem, jak odpowiedź nauczyciela. Może nawet z większym, bo przecież chatbot nigdy nie podnosi głosu i nigdy nie bywa zmęczony.
Zjawisko to doskonale opisuje pojęcie antropomorfizacji, skłonności do nadawania cech ludzkich obiektom nieludzkim. U dzieci ta skłonność występuje naturalnie i jest bardzo silna. W połączeniu z systemami AI, które od podstaw projektuje się tak, by brzmiały maksymalnie przyjaźnie i kompetentnie, powstaje przestrzeń o ogromnym potencjale edukacyjnym, ale niosąca równie duże ryzyko manipulacji – nawet tej całkowicie nieintencjonalnej.
AI zmienia dzieciństwo, ale nie musi go niszczyć
Zaremba konsekwentnie unika tanich i łatwych odpowiedzi i bardzo dobrze, bo w tym temacie one po prostu nie istnieją. Zakazać dzieciom kontaktu z AI? To pomysł równie chybiony, jak zakazanie korzystania z internetu w 2005 roku – nierealistyczny i najpewniej kontrproduktywny. Zostawić wszystko w rękach wolnego rynku i żyć nadzieją, że „jakoś to będzie”? To z kolei skrajna lekkomyślność wobec najmłodszych, którzy nie potrafią jeszcze samodzielnie ocenić, z czym dokładnie mają do czynienia.
Istnieje jednak trzecia droga. Polega ona na tym, żeby dorośli – rodzice, nauczyciele, a także projektanci technologii – w pełni rozumieli narzędzia, które trafiają do dziecięcych rąk.
„Nie musisz być inżynierem uczenia maszynowego, żeby wiedzieć, że chatbot nie myśli, choć wyjątkowo sprawnie udaje, że to robi. Ale musisz tę prawdę znać i rozumieć, żeby móc ją odpowiednio wytłumaczyć swojemu dziecku” – argumentuje autorka eseju
Dlatego tematy związane z wpływem AI na edukację stają się dziś palące nie tylko dla dyrektorów szkół i twórców programów nauczania, ale dla absolutnie każdego, kto wychowuje młode pokolenie.
Kluczowe staje się również projektowanie technologii z myślą o najmłodszych. Obecne modele językowe tworzono głównie pod kątem dorosłych użytkowników, a filtry bezpieczeństwa dodawano do nich post factum. Tymczasem rozpaczliwie potrzebujemy rozwiązań, które już u podstaw uwzględniają specyfikę rozwojową dzieci – ich naturalną podatność na sugestie, silną potrzebę struktury oraz wrodzoną skłonność do budowania więzi emocjonalnych z każdym, kto (lub co) nawiązuje z nimi dialog.
Esej nie daje gotowej recepty – i na tym właśnie polega jego największa siła. Daje za to coś znacznie rzadszego: intelektualną przestrzeń do namysłu w czasach, gdy wszyscy nieustannie się spieszą. Warto z niej skorzystać, szczególnie jeśli na co dzień interesuje nas praktyczne działanie narzędzi AI, z którymi najmłodsi i tak już obcują.
Bo sztuczna inteligencja z całą pewnością zmienia dzieciństwo. Najważniejsze pytanie brzmi jednak, czy my, dorośli, zmienimy się razem z nim – i czy zrobimy to na tyle szybko, by mądrze towarzyszyć dzieciom w rozumieniu tego nowo powstającego świata.


