Dziś każda marka coś publikuje, coś planuje, coś wrzuca. I to czasem naprawdę tyle, ile tylko fabryka dała. Jednak w świecie, gdzie wszyscy mogą generować posty w sekundę, kluczowe pytanie nie brzmi już czy publikować?, tylko: czy to w ogóle jeszcze brzmi jak my? I po co to robimy?
Content się nie kończy. Scrollowanie też nie. A jeśli większość postów na LinkedInie zaczyna się od „czego kanapka nauczyła mnie o marketingu B2B”, to może już niczego.
Czy wiesz, że (dane Marketing AI Institute):
- 80% marketerów chce wykorzystywać AI, aby ograniczyć czas poświęcany na powtarzalne, analityczne zadania.
- 64% z nich, do uzyskania lepszych wniosków z danych marketingowych.
- 54% po to, aby tworzyć spersonalizowane doświadczenia konsumenckie na dużą skalę.
Porozmawiajmy o tym, jak to zrobić w praktyce. Ale zanim, zapraszam na małą contentową apokalipsę.
Czym właściwie jest zombie content?
W oryginale pojęcie zombie content odnosiło się głównie do:
- starych, nieaktualnych treści;
- stron, które technicznie istnieją, ale nie generują ruchu ani zaangażowania;
- artykułów, które nie mają już żadnej wartości ani dla użytkownika, ani dla SEO.
Dziś zombie content ma jednak nową twarz. Teoretycznie… żyje. Jest poprawny, ale równocześnie zimny i taki sam jak wszystko inne. Waniliowy, jednak nie w tym smakowitym znaczeniu.
To właśnie ten post, który wygląda jak każdy pozostały. Zaczyna się mocnym zdaniem. Kończy „strategią w pięciu krokach”. Ma perfekcyjnie dobrane emoji i nienaganny format.
Ale nie ma własnego głosu. Ani nie uwzględnia punktu widzenia Twojego odbiorcy. Zastanów się, czy sam chętnie poświęcasz czas na takie treści?
Jak pozostać „w pętli”?
Zbyt wiele marek traktuje AI jak drogę na skróty do „więcej”, a nie „lepiej”. Prawdziwa przewaga nie leży jednak w ilości, a w autentyczności i trafności.
AI nie może wiedzieć, co naprawdę boli Twoich odbiorców, jeśli Ty sam tego nie słuchasz. Dlatego social listening i ludzka interpretacja dają supermoce, których nie da się tworzyć całkowicie “hands-off”.
Nie zrozum mnie źle — AI może być bardzo pomocne. Pomaga skracać, redagować, wyszukiwać. Zatem przede wszystkim: wspiera. Człowiek natomiast:
- wie, kiedy zaryzykować;
- wie, jak wyrazić myśl w nieoczywisty sposób;
- wie, jak złamać format i zbudować coś, co naprawdę zostaje z odbiorcą.
Tak narodziło się podejście Human-In-The-Loop (w którym człowiek nie tylko nadzoruje pracę AI, ale też aktywnie uczestniczy w procesie twórczym). Jak je zatem zastosować w kontekście tworzenia wiarygodnych treści?


Jak optymalizować dla ludzi i nie robić tego po łebkach?
W Brand24 lubimy i korzystamy z AI, ale nie po to, aby zastępowała ludzi. Ma oddawać im czas i przestrzeń do działania, np. wyręczając w rutynowych czynnościach.
Dlatego stworzyliśmy AI Brand Assistant: narzędzie, które odpowiada na konkretne pytania zadane po ludzku, jak:
„Co ludzie mówią o kampanii?”,
„Dlaczego wzrost w środę?”,
„Jaki mamy sentyment?”
Asystent rozumie tło, uczy się z każdej rozmowy i z każdą odpowiedzią staje się bardziej precyzyjny.
Podsumowuje wyniki, analizuje emocje, wyłapuje anomalie i wyciąga najciekawsze wzmianki — gotowe do pokazania dalej. To dobry przykład tego, w jaki sposób wykorzystać technologię, by myślała DLA nas, a nie ZA nas.
Bo dobry content musi mieć puls.
Postrzegaj AI nie jako automat, a narzędzie, które odblokowuje nasz potencjał kreatywny.
Traktuj je zatem jako system wsparcia odciążający Cię np. z analizy danych. Po to, abyś mógł skupić się na tym, co naprawdę robi różnicę: rezonującym głosie, kontekście rynkowym i decyzji.
Na koniec dnia, to przecież nie jest wyścig AI kontra człowiek. To pytanie: czy możesz połączyć swoje procesy z dodatkowym wsparciem AI? Czy wiesz, jak zrobić to z głową?
Bo tam, gdzie każdy może publikować, wygrają ci, którzy naprawdę słuchają. I przekazują coś, co żyje dłużej… niż do następnego scrolla.

(Tyler the Creator via Instagram, 2025)

O autorce:
Zuza Kumorek – Social Media Manager w Brand24
Od kilku lat działa na styku contentu, designu i strategii – szukając rozwiązań, które są autentyczne i nie traktują siebie zbyt serio. Na co dzień prowadzi komunikację B2B tak, by marki technologiczne brzmiały swobodnie, naturalnie i bez przekombinowania.
Przeczytaj również: Co poleca chat, czyli jak zmienia się SEO?


